niedziela, 22 kwietnia 2012

Powrót do przeszłości

Białuty - wieś w województwie warmińsko – mazurskim. Jako dziecko spędzałam tam każde wakacje. Moi dziadkowie mieszkali tam i prowadzili dom i gospodarstwo. Wieś powstała dawno, w 1371 roku. Przy wjedzie do wsi stoją, ruiny kościoła ewangelickiego zbudowanego z 1701 roku.
Wiele razy przejeżdżałam lub przechodziłam koło niego, nigdy jednak nie zajrzałam do niego i choć wejście do Kocioła nie było zabarykadowane to uchylona tajemniczo furtka nie zachęcała mnie jednak do przekroczenia jej progu. Dziś w tej wsi nie mieszkają już moi dziadkowie i prawie cała rodzina wyjechała do mniejszych lub większych miast, a ja właśnie tam dziś pojechałam by zwiedzić wnętrze kościoła i by napawać się klimatem miejsca gdzie spędziłam przecież dużą część mojego życia. W samo południe dojechaliśmy (z mężem) do wsi i zaparkowaliśmy przed wejściem do kościoła. Uchylona furtka jak zwykle zapraszała do wejścia choć z daleka widać było ostrzegający napis, „uwaga grozi zawaleniem”. Cóż ryzyk fizyk. Przygotowałam się na poważną dawkę przeszłości. Kościół zamknięty, jak się okazało jedyne wejście do kościoła jest w nawie bocznej bo nie ma w niej drzwi. Zza kościoła wychylają się nieduże grobowce oraz małe krzyże, które zdradzają klimat dawnych lat i działają na wyobraźnię. Robie kilka zdjęć krzyżom, grobowce pozostawiam poza obiektywem bo nie wydaje mi się za stosowne fotografowanie ich.
Wchodzę do środka, wszystko zniszczone , jest bardzo nie wiele całych elementów. Zapadnięty dach, zarwany chór, brak organów, stały element stanowiący pewnie ich cześć wisi krzywo w powietrzu, zawalone schody na ambonę , opustoszały ołtarz , kilka ław tych z ostatnich rządów jeszcze stoi a reszta to tylko sterta desek i gruzu które zatarły ślady przychodzących tam dawniej ludzi.
Cóż, szkoda że nie jestem małą 400-letnią mróweczką która mogła by pamiętać jak wtedy wyglądała rzeczywistość a przede wszystkim ludzie którzy tam przychodzili. Kim oni byli i jak żyli?. Gotyckie resztki napisów niczego nie zdradzają, o niczym mi nie mówią, nie niosą dla mnie żadnego przesłania , może poza tym że wydaje mi się to takie prawdziwe i tak intrygujące. Jakiś duch czasu siedzi w tym miejscu i nie pozwolił na zatarcie wszystkich śladów, tych odległych i takich innych.
Jeszcze tylko zerkam przez okno na niebo, wtedy ono tez tu było, i drzewa. Gdyby mogły cos opowiedzieć, nie nie opowiedzą. W bezpośrednim sąsiedztwie kościoła są normalne domy, rodziny wiodą tu normalne życie, i choć nie ma tu willi z basenem są kury i pranie się suszy na sznurku. Wszystko się dzieje jak by nigdy nic choć szaro i jakoś tak markotnie. A mnie się przypomina to miejsce 20 lat temu a była tu inna rzeczywistość To w Białutach odbywały się słynne na cały region odpusty. Tu raz do roku na ten wielki odpust zjeżdżała się nie tylko cała wieś ale i okoliczne wsie. Cała ulica koło kościoła zastawiona była kolorowymi kramami. Pamiętam piłeczkę na gumce i wiatrak błyszczący, ruszającego skrzydełkami motylka i plastikowy autobus. Hmm dobrze mieć takie miejsca do których się wraca, bo wraca się nie tylko do miejsca . ale do siebie, siebie z tamtych lat.

1 komentarz:

dziękuję za komentarz ;)